Miej styl jakbyś miała stary samochód

O ile mogłabym powiedzieć, że fotografia była moją pierwszą miłością, to sądzę, że moją pierwszą inicjatywą twórczą były ciuchy. Obydwoje rodzice zawsze dobrze się ubierali, zwłaszcza mama miała świetny styl. Zanim wyszła z domu, dokonywała ostatnich poprawek, stawiając kołnierzyk w koszulce polo z lat osiemdziesiątych. We krwi miałam więc to, jak się ubierałam i co z czym zestawiałam. Jako sześciolatka zapałałam wielką miłością do marmurkowych dżinsów, elastycznych w talii. W szóstej klasie miałam obsesję na punkcie postaci z Hello Kitty – Pachacco, Ke- rokeroppi i całej reszty. W najlepszym (albo w najgorszym?) razie można mnie było wtedy opisać jako pochodzącą z przedmieścia dziewczynę Hajaruku z domieszką północnej Kalifornii: nosiłam dziecięce T-shirty, klamerki do włosów i kupione w Walgreens’ białe podkolanówki, które zakładałam do conversow.

Kiedy miałam piętnaście lat, w Armii Zbawienia niedaleko naszego domu znalazłam parę zszarganych brązowych sztruksów Levi’s, za którymi tak bardzo przepadałam, że nosiłam je przynajmniej przez pięć dni w tygodniu. Wreszcie na parkingu przy stacji benzynowej spotkał je smutny koniec (opuszczę niezbyt chwalebne szczegóły, powiedzmy, że chodziło o naprawdę poważne problemy żołądkowe, w pobliżu brak było kibelka i popłakałam się ze wstydu). Kiedy przechodziłam fazę Abercrombie (owszem, nawet ja uległam presji rówieśników), potrafiłam prać dżinsy każdorazowo, ilekroć je zdjęłam, dzięki czemu były cały czas w takim stanie, w jakim je kupiłam.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>