Sama decyduj, gdzie jest twoje miejsce

Bycie outsiderem niesie pewnego rodzaju wolność. Robisz to, co robisz, mówisz to, co mówisz, i ruszasz dalej, kiedy nie jesteś już mile widziana. W ciągu ostatnich siedmiu lat z kogoś, kto nie miał pracy i ubezpieczenia, przeistoczyłam się w przywódcę i sta- tam się postacią modelową, jakiś czas temu jeden z bardzo ważnych prezesów powiedział mi, że kiedy jadę windą z pracownikami i zaczynam z którymś rozmawiać, to pozostali uważają, że ten mój rozmówca jest ważniejszy od nich. Można by rzec, że żyję teraz niczym pod mikroskopem.

Było mi trudno przyzwyczaić się do tego, że: po pierwsze, liczy się to, co mówię, bez względu na to, czy jest to dobre, czy złe: po drugie, jasna cholera, ludzie naprawdę chcą ze mną rozmawiać. Kiedy organizujemy zebrania całego zespołu, oczekuje się ode mnie, że wystąpię przed ponad dwustu osobami i będę mówić nie tylko o tym, co dzieje się w firmie (i nie pokażę, że wstałam z łóżka lewą nogą), lecz także powiem, jak rozwiązać wszystkie problemy. Zastanawiam się, dlaczego ludzie mają słuchać mnie uważnie, kiedy ględzę bez sensu i opowiadam kiepskie dowcipy. No, do licha, jestem szefową, i właśnie dlatego. Niektórzy zostają prezesami z określonego powodu – lubią być w centrum uwagi, ale dla mnie nie jest to takie naturalne i nie sądzę, by kiedykolwiek się stało. Nie boję się już, że ktoś będzie mnie obrzucał zgniłymi pomidorami i wrzeszczał: „Złaź ze sceny, dzi- wadło!”, ale nadal wszystko wydaje mi się nieco surrealistyczne.

Wypróbowałam mnóstwo różnych stylów i tożsamości. Kiedy mieszkałam w Olimpii, wkradłam się pewnego razu na studniówkę w szkole średniej i tańczyłam z najfajniejszymi chłopakami z drugiej klasy Kiedy chciałam ukraść bochenek chleba, ubierałam się jak mamuśka odwożąca dzieciaki na zajęcia pozalekcyjne. Jednak nigdy w życiu do głowy by mi nie przyszło, że skończę jako prezeska dużej firmy. Przez jakiś czas czułam się ni czym oszustka, jakbym, do licha, absolutnie nie miała do tego kwalifikacji. „Kto dał temu dziwadłu klucze?”, myślałam sama o sobie, zastanawiając się, czy i kiedy zostanę wreszcie zdemaskowana. Nigdy nie traktowałam ludzi, z którymi stykałam się w związku z prowadzeniem firmy, jako przyjaciół. Moimi prawdziwymi przyjaciółmi były różne cudaki z San Francisco, bez grosza przy duszy, uwielbiające mroczny elf metal i świętujące ze mną datę 6.6.6, jakby to było Boże Narodzenie. Wmawiałam sobie, że Danny, mój inwestor, nie jest moim przyjacielem, chociaż prowadziliśmy ciekawe rozmowy przy obiedzie i uwielbiałam jego żonę. Myślałam, że ludzie pokroju Danny’ego nie mogą być naprawdę moimi przyjaciółmi, ponieważ wywodzą się z wielkiego świata, ukończyli studia menedżerskie i są magistrami, robią prawdziwe kariery, a ja jestem jedynie intruzem w koszulce z Black Sabbath.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>