Utrata pracy

Nie da się tego uniknąć, jednak bez względu na to, po której stronie biurka się znajdziesz, zwalnianie z pracy nie jest rzeczą przyjemną. Jednym z wielu miejsc, skąd mnie wyrzucono, była posada asystentki sprzedawcy w sklepie z luksusowym obuwiem w San Francisco. Miałam wtedy dwadzieścia jeden lat i byłam żałosna – nie tak brudna, jak zdarzało się wcześniej, ale też nie grzeszyłam czystością-sprzedawałam buty Margieli, Miu Miu i Johna Varvatosa – na ich metkach widniały czterocyfrowe ceny. Bywało, że całą noc spędzałam poza domem, a w pracy pojawiałam się niedomyta, w tych samych dzwonach z poliestru, w których chodziłam dzień w dzień, i sprzedawałam bogatym damulkom czółenka od Prądy. W nosie miałam Pradę i w nosie miałam to, że powinnam udawać, że tak nie jest. Teraz, kiedy to piszę, jestem zakochana w pewnych butach Prądy, które zamierzam kupić, a więc czasy się zmieniły, ale wtedy byłam strasznie tym oburzona: „Kto wydaje aż taką kasę na buty?”.

Zarabiałam dwanaście dolarów na godzinę bez prowizji, a kiedy przychodziły te kobiety z Pacific Heights (pretensjonalna dzielnica w San Francisco), musiałam uśmiechać się i zwracać się do nich: „Wiiitam, jak się pani miewa? W czym mogę pomóc?”, a myślałam jedynie: „Nienawidzę cię”. Nam też kazali nosić te buty, więc wybrałam czółenka Driesa Van Notena, które były tak postarzone, że wyglądały niemal jak vintage. Nie traktowałam ich z nabożeństwem i zakładałam, gdzie się tylko dało. W niedziele pracowałam sama i mogłam zamknąć sklep jedynie na trzydzieści minut przerwy obiadowej. Kiedy nadchodziła odpowiednia pora, przekręcałam wywieszkę na drzwiach, które zamykałam i szłam na hamburgera na tej samej ulicy. Byłam głodna, a jego przygotowanie trwało wieczność. I z tego powodu, a także za sprawą mojego żałosnego braku poczucia czasu, wracałam do sklepu spóźniona. Kiedy zarabia się dwanaście dolarów na godzinę, a wydaje osiem na hamburgera, to trzeba do cholery nauczyć się liczyć.

Kiedy więc w końcu dotarłam do sklepu mocno spóźniona, na miejscu była już właścicielka. Spóźniałam się do pracy permanentnie, byłam ciągle niezadowolona, więc na pewno zbierało się na to już od dawna. Właścicielka zabrała mi klucze, rozliczyła się ze mną i wyrzuciła za drzwi. Był to ostatni raz, kiedy zostałam zwolniona z pracy. Minęło siedem lat, a ja nie mogę odejść z pracy ani zostać zwolniona.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>