Zło konieczne: listy motywacyjne – kontynuacja

Błąd#2. List motywacyjny, w którego kontekście wszystkie twoje wcześniejsze dokonania nijak się mają do pracy, o którą się starasz. Kiedy jakiś czas temu daliśmy ogłoszenie, że mamy pracę dla copywritera, pamiętam, że przeczytałam między innymi o kimś, kto uzyskał magisterium z literatury pięknej na Iowa Writer’s Workshop, jednym z najbardziej prestiżowych programów twórczego pisania w kraju. To najwyraźniej wybijało się w CV kandydatki, a przecież w ogóle o tym nie wspomniała w liście motywacyjnym. Ma on łączyć to, gdzie dotychczas byłaś, gdzie teraz jesteś z tym, gdzie pragniesz dojść. jeśli nie wymienisz czegoś w liście motywacyjnym, twój ewentualny pracodawca się o tym nie dowie. Jeśli nie chodziłaś na zajęcia pozalekcyjne w szkole średniej, ponieważ musiałaś pracować czterdzieści godzin tygodniowo, żeby opłacić swoją naukę, koniecznie o tym napisz. Ktoś, kto daje dowód finansowej odpowiedzialności i etycznej pracy, może robić równie pozytywne wrażenie, a może nawet większe niż ktoś, kto był prezesem towarzystwa kręglarskiego lub sekretarzem klubu smakoszy wina. Nawet jeśli starasz się o pracę na torze kręglarskim, gdzie serwują wino (OK, może to nie najlepszy przykład).

Błąd#3. Wypowiadasz „konstruktywną” krytykę bez pytania. Kiedy przeprowadzam rozmowę kwalifikacyjną z kandydatami ubiegającymi się o pracę, zawsze pytam, co według nich powinniśmy ulepszyć w firmie. Naprawdę jestem zainteresowana odpowiedzią. Jednak szczegółowe wymienianie w liście motywacyjnym tego, co według ciebie firma powinna usprawnić, jest niczym poinformowanie kogoś nowo poznanego, że wyglądałby znacznie lepiej, gdyby zrzucił parę kilo. To nie jest w dobrym tonie. Zdziwiłabyś się, jak często ludzie uważają, że świetnym pomysłem jest poświęcenie całego listu motywacyjnego na wymienienie wszystkich niedociągnięć Nasty Gai. Chcę jasno powiedzieć – nie jest. Mam ochotę wtedy im odpisać: „Z opinią, jak z dupą, każdy ma jedną”. Nie robię tego, ponieważ jestem #SZEFOWĄ/ więc postępuję profesjonalnie.

BŁĄD #4. Albo nie miałaś czasu, żeby swój tekst przeczytać po napisaniu, albo po prostu nie umiesz pisać. W książce Rework Jason Fred pisze, że najlepszą inwestycją, jaką może poczynić, jest zatrudnianie świetnych pisarzy, a ja całkowicie się z tym zgadzam. Bez względu na to, na jakim stanowisku zostaniesz zatrudniona, będziesz w lepszej sytuacji, jeśli potrafisz komunikatywnie przekazywać swoje pomysły. Nie każdy może być J.K. Rowling, jednak powinno się trochę popracować nad listem motywacyjnym i poprosić kogoś, by go przejrzał i sprawdził, czy dobrze się go czyta. Jeśli list wygląda tak, jakby autor miał go gdzieś, można przyjąć, że równie niedbały będzie w pracy.

A tak przy okazji, kolejna rada: funkcja sprawdzania pisowni w komputerze została wymyślona w jakimś celu. Korzystaj z niej, ale nie polegaj na niej za bardzo. Jeśli masz kłopoty z pisownią niektórych wyrazów, kiepsko z tobą. Na szczęście, w Stanach Zjednoczonych wystarczy znajomość jednego języka, więc przyłóż się do angielskiego. Kiedy będę musiała przeczytać po raz kolejny maila, który zaczyna się od słów: „Obserwuję rozwój Naty Gal od czasów eBaya”, wyskoczę przez okno. A ponieważ mieścimy się na trzecim piętrze, skończy się to pewnie okropnym skręceniem kostki i będzie to twoja wina z powodu nie-myślę-nie-sprawdzam.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>